Cholerna Bohema
Rozdział 1 Czerwony Huragan...
Jeżeli będąc w Katowicach kiedyś postanowisz je zwiedzić, co zostanie uznane za ekscentryzm, powinieneś na samym początku ruszyć pod Spodek, następnie spytać się o drogę na Słoneczną Pętlę i ruszyć przed siebie. Sama Pętla nie jest niczym fascynującym, co prawda kilka kilometrów za nią znajduje się największy komis w Europie, ale nie to winno być celem twej podróży. W połowie drogi pomiędzy Spodkiem a Pętlą powinieneś trafić na ulicę dwojga zawodów, jak była nazywana przez członków Śląskiego Klubu Fantastyki, mianowicie na ulicę Alfonsa Górnika. Znajduje się na niej sporo czteropiętrowych bloków z czasów PRL-u, a w piwnicy jednego z nich wspomniany wcześniej ŚKF. Jednak jeżeli rozejrzysz się uważniej zobaczysz bardzo podobne, do tego Klubowego, wejście do piwnicy, jednak od wstępu uderzy to, że ściany przy wejściu pomalowane są na czerń, czerwień i biel, drzwi zaś są metalowe, także pomalowane na czarno, a na ich środku znajduje się krwiście-czerwona chmureczka z białym obramowaniem. Zza ciężkich drzwi zawsze dochodziła inna muzyka, czasami było to techno, czasami rock, metal, pop, hip-hop, muzyka klasyczna, filmowa... Jeżeli ktoś, bardzo cierpliwy, siedziałby pod drzwiami całe popołudnia w końcu usłyszałby to, czego akurat miał ochotę posłuchać. Miejsce to przywodziło na myśl Atelier z Paradise Kiss, a nawet czasami było tak nazywane, jednak większość ludzi nazywała je po prostu Akatsuki...
***
Akatsuki nie było, wbrew ogólnej opinii, żadnym gangiem. Była to grupa znajomych studentów, z których większość znała się jeszcze z liceum. Najmłodsi z nich byli ostatnimi przedstawicielami ośmioletniej podstawówki, za co często dziękowali Bogu.
Przywódcą grupy był dwudziestotrzyletni student czwartego roku public-relations. Jego imię było wręcz zakazane, a padało tylko wtedy, gdy chciało się go doprowadzić do szału. Zazwyczaj nazywano go po prostu Sir Liderem. Miał krótkie srebrne włosy, co spowodowane było tym, że w jego rodzinie wszyscy siwieli w młodym wieku.
Drugą najważniejszą postacią w grupie był, bez wątpienia, Itachi Uchiha. Był to dwudziestodwuletni młodzian o długich czarnych włosach i oczach tego samego koloru. Mężczyzna studiował etnologię, zaś jego największą pasją był teatr. To on zawsze zmuszał całą grupę do przeróżnych spektakli. Itachi od blisko czterech lat był związany z Sirem, a od trzech lat mieszkał z nim i ze swoim bratem
Najstarszym w grupie był dwudziestopięcioletni Kakuzu, student piątego roku bankowości i zarządzania, dopóki nie skończył studiów posiadał tytuł technika ekonomii. Miał czarne włosy, choć raczej nie był to ich naturalny kolor, a oczy miał wyjątkowo osobliwe, co spowodowane było szkłami kontaktowymi, które nosił. Sprawiały, że białka oczu były czarne, a tęczówki w całości zielone. Mężczyznę tego charakteryzowało także niezwykle skąpstwo.
Partnerem Kakuzu był dwudziestotrzyletni, platynowowłosy mężczyzna o różowych oczach Hidan. Jednak ani kolor włosów, ani oczu nie był naturalny. Hidan był studentem czwartego roku teologii. Nie był chrześcijaninem, w zasadzie to był wyznawcą pogańskiego Boga, którego nazywał Jashinem.
Jedyną kobietą w grupie była dwudziestotrzyletnia kobieta o, farbowanych, niebieskich włosach. Jej imię było równie zakazane jak te Sira, nazywało się ją po prostu Unnie. Kobieta studiowała malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych. Mimo, że naprawdę pięknie malowała nie chciała iść na studia do Krakowa czy Warszawy.
W organizacji było dwóch hiperaktywnych mężczyzn. Jednym z nich był dwudziestodwuletni Deidara. Mężczyzna miał długie blond włosy, zawsze upięte w wysoki kucyk, niebieskie oczy, a także bardzo delikatne rysy twarzy. Dei, jak był nazywany, po raz czwarty zaczynał rzeźbiarstwo na ASP.
Drugim nadaktywnym członkiem w grupie był Tobi. Miał czarne włosy i zielone oczy, tak jak Deidara miał dwadzieścia dwa lata. Czarnowłosy był studentem trzeciego roku pedagogiki. Zawsze, bez względu na to w jakim był stanie, powtarzał, że jest dobrym i grzecznym chłopcem.
Było wśród nich także dwóch studentów biologii. Starszy, bo dwudziestoczteroletni, był Zetsu. Miał piwne oczy, ciemnobrązowe, niemalże czarne, włosy. Prawa strona jego twarzy zawsze była pomalowana na czarno, lewa zaś na biało. Twierdził, że dzięki temu łączy się z akcją Muzyka Przeciwko Rasizmowi.
Drugim studentem biologii był Kisame. Zawsze farbował się na niebiesko, a jego twarz zawsze zakrywał bladoniebieski makijaż. W jego wyglądzie było coś, co sprawiało, że zawsze przywodził na myśl rekina.
Ostatnim członkiem grupy był Orochimaru, który w zasadzie coraz bardziej się od nich oddalał. Miał dwadzieścia cztery lata, czarne włosy, tak jak i oczy, a jego skóra była blada jak kartka papieru, nazywano go wężykiem. Mężczyzna studiował na Akademii Jazzu.
Ta, jakże liczna, grupa przyjaciół żyła ze sobą spokojnie, aż do upalnego czerwca 2007 roku... Właśnie wtedy w ich życie wtargnął Mały Czerwony Huragan...
Wszystko zaczęło się gdy większość członków grupy miała już zakończoną sesję letnią. Wszyscy oprócz Deidary, jak co roku, dowiedzieli się, że mają za sobą kolejny rok studiów. Dla Deia zawalenie po raz trzeci roku, przez tą samą kobietę, oznaczało katastrofę. Jednak jakimś cudem dowiedział się, że dostaje ostatnią szansę. Na dodatek okazało się, że pani profesor, która tak bardzo go nie cierpiała, została dyscyplinarnie zwolniona. Ta wieść trochę podniosła go na duchu.
- Trzeba by było to oblać! zauważył wesoło Kisame.
- Co? To, że PO RAZ CZWARTY muszę zaczynać ten sam rok studiów od nowa? warknął blondyn, który padł zmęczony na kanapę w ich małej siedzibie.
- Nie martw się! Za rok będzie lepiej! Przecież wywalają tą babę, nie? spytał Tobi biorąc do ust łyżkę lodów.
- Mam nadzieję... jęknął blondyn. Bo inaczej rodzice przestaną mi pomagać...
Ich atelier składało się z czterech pomieszczeń. Z jednego zrobili prowizoryczną kuchnię, dwa stanowiły jeden duży salon, oddzielały je tylko przesuwane drzwi, a najmniejszy został przerobiony na, nieprzyzwoicie dużą, łazienkę.
Na ścianie w salonie znajdował się ogromny, jeszcze nieskończony, szkic Jacka Sparrowa, który rysowany był przez ucznia liceum plastycznego, który pojawiał się u nich dość często.
- Kiedy ma się pojawić młody, żeby to dokończyć? spytał Itachi, który siedział na innej kanapie razem z Sirem.
- Mówił, że jeżeli nic mu nie wypadnie powinien przyjechać dzisiaj zaraz po lekcjach. powiedział Tobi, biorąc do ust kolejną łyżkę lodów.
Nagle zadzwoniła komórka Itachiego, który odebrał ją pośpiesznie.
- Słucham... zaczął. Tak, to ja... Co zrobił?! Jego głos prawie przeszedł w krzyk. Tak, już jadę... mruknął i szybko wyłączył telefon. Dei, mógłbyś mnie gdzieś podwieźć? spytał wstając.
- Ale przecież ja mogę... powiedział Sir poprawiając okulary, które zaczęły zsuwać się z jego nosa.
- Nie! warknął czarnowłosy. Przepraszam... Po... Po prostu lepiej, żebyś tam ze mną nie szedł...
- Chodzi o twojego brata?
- Tak... Znowu jest na komisariacie... mruknął cicho. To jak Dei, podwieziesz mnie?
Itachi podszedł do żółciutkiego malucha, który stał na ulicy.
- O gruchocik... mruknął z bladym uśmiechem na twarzy.
- Zamknij się, ty hipokryto, un! To jest klasyk! Ma dwadzieścia lat! warknął Deidara.
- Nie pamiętasz jak ostatnio zatrzymał się na autostradzie cztery razy, gdy odwoziliśmy Tobiego do Gliwic?
- Bo miał wtedy gorszy dzień! szepnął czule, wsiadając do środka. Prawda moje skarbeńki...? spytał słodziutko, gdy jego ręka gładziła kierownicę.
- Traktujesz go lepiej niż swojego ostatniego faceta... zauważył czarnowłosy otwierając drzwi.
- Bo on uważał, że mój kochany środek transportu nadaje się tylko na złom! A to nie prawda! Dostałem go od ojca na osiemnaste urodziny!
- Pamiętam jak się nim chwaliłeś... I przemalowałeś z tego czerwonego na żółty!
- Bo żółty to MÓJ kolor! krzyknął blondyn. Włożył kluczyk do stacyjki, przekręcił go, a silnik zaczął wydawać ten jakże charakterystyczny dźwięk.
- No to sobie poczekamy... jęknął Itachi.
- Lepiej zapnij pasy! Bo jak już odpali, to się rozwalisz na przedniej szybie, un! zawołał wojowniczo. Silnik zawarczał, a po chwili pojazd ruszył przed siebie. O! I widzisz?! Widzisz jak mnie kocha moje maleństwo, yeah! krzyczał blondyn włączając radio.
- Nadal jestem pełen podziwu, że ruszył... stwierdził Itachi.
- Ej, nie martw się... Sasuke na pewno nie zrobił nic aż tak złego...
- Zrobił...
- Co?
- Powiem ci jak go odbierzemy i zamkniemy w domu, ok.?
- Jasne, un!
Z radia popłynął głos najnowszego odkrycia muzycznego Miki. Everybody's gonna love today,love today, love today, gonna love today, anyway you want to, anyway youv'e got to, love love me, love love me, love love śpiewał mężczyzna piskliwym głosem, który po chwili przeradzał się w basowy pomruk.
- Dei, wyobraź sobie, że jacyś ignoranci twierdzą, że on ma głoś jak Mercury! Profanacja!
- Wsłuchaj się, a zrozumiesz, un!
Itachi zamknął oczy. Po chwili otworzył je.
- Ten gość jest zajebisty...
- Widzisz! Mówiłem ci! rzucił wesoło blondyn.
Po chwili czarnowłosy zaczął, razem z wokalistą, podśpiewywać refren, co sprawiło, że Deidara zaczął się śmiać, a po chwili śpiewał razem z nimi.
- Wiesz co? zaczął Deidara, kiedy piosenka się skończyła. Przysięgam sobie, że jeżeli po raz czwarty nie zdam pierwszego roku, to jadę do Bielska na ATH!
- Akademia Tańca i Humoru?! Żartujesz!
- Ja tam wolę nazwę A Te Chuj, ale kij... I nie, nie żartuję... Wiesz, że zawsze chciałem mieszkać w górach, yeah...
- Ale Akademia Techniczno-Humanistyczna?! I co tam będziesz robił?
- Będę studiował polonistykę... mruknął Dei, hamując na czerwonym świetle.
Nagle w jego twarz uderzyła pięść.
- Kur...! A to za co?! wrzasnął puszczając kierownicę i rzucając rozwścieczone spojrzenie na Itachiego.
- Nie pójdziesz do Akademii Tańca i Humoru! Jesteś na to za bystry! A uczenie dzieciaków w szkole to nie jest coś, o czym marzyłeś! Przecież ty nienawidzisz tej młodzieży, która teraz jest w szkołach! Pomyśl co z nimi będzie, za te sześć, siedem lat!
- A co ja będę robił z tytułem MAGISTRA SZTUKI...?
- Zaczniesz pracować w jakiejś galerii, sam będziesz tworzył... Przecież twoi wykładowcy bardzo lubią to, co tworzysz! Czasami nawet coś sprzedasz!
- Albo robię wernisaże, na których najpierw rzeźbię, a później niszczę... Ludzie to kochają... Jakby to ich podniecało... warknął, nacisnął pedał gazu, a samochód ruszył szybko, jak na jego możliwości, przed siebie.
Itachi uśmiechnął się blado pod nosem. Przejechali przez rondo.
- Dei... Mógłbyś skręcić na Stawową? Chciałbym coś załatwić zanim pójdę odebrać tego oszołoma...
- Hm? Jasne, nie ma sprawy...
Deidara siedział znudzony w samochodzie. Itachi wrócił dopiero po jakiś dziesięciu minutach, w ręce trzymał siatkę z Empiku. Gdy tylko wsiadł, wyjął z reklamówki płytę i wcisnął ją w ręce blondyna.
- Puszczaj to i jedziemy...
Gdy tylko blondyn zobaczył okładkę płyty wybuchnął śmiechem.
- Ja nie mogę, un! Jeszcze godzinę temu plułeś się na tego facet bo porównują go do Mercurego!. A teraz, po przesłuchaniu, nie najlepszej, piosenki, kupujesz jego płytę! Przecież to PROFANATOR! stwierdził Deidara co chwilę przedrzeźniając swojego przyjaciela.
- Weź się odwal, albo zaraz włożę ci glana do ust! warknął czarnowłosy. Zresztą już stracił tytuł profanatora!
Blondyn włożył płytę do odtwarzacza.
- Wiesz co? Ale jestem pełen podziwu, że jeździsz takim złomem, a kupiłeś sobie do niego odtwarzacz CD... Kiedyś ukradną ci go tylko po to, żeby mieć ten odtwarzać, a samochód oddać na złom...
- Ej! Może i to złom, ale to MÓJ złom! Zresztą pamiętaj, że to ja zazwyczaj robię za darmową taksówkę, która odwozi przyjaciół na drugi koniec aglomeracji! A wracanie z Gliwic do Katowic w ciszy i samotności wcale nie jest przyjemne... mruknął Deidara stukając palcami w kierownicę w rytm muzyki.
I try to be like Grace Kelly
But all her looks were too sad
So I try a little Freddie
Ive gone identity mad!
- Jutro się do ciebie wprowadza kuzyn Sira, dobrze pamiętam? spytał Itachi.
- Un? A tak! Całe mieszkanie wysprzątałem specjalnie na jego przyjazd! Wiesz, trzeba zrobić dobre wrażenie!
- To może nie będziesz już musiał sam jeździć? szepnął Itachi, a na jego twarzy pojawił się chytry uśmiech.
- Sugerujesz, że u nich homoseksualizm jest dziedziczny, un?
- Nie! To nawet nie jest jego prawdziwy kuzyn! Jago ciotka go adoptowała, bo jego rodzice zginęli...
- Och... Ale i tak nie myśl, że się do niego dobiorę!
- On właśnie rzucił swojego faceta...
Deidara umilkł na chwilę.
- Nawet go nie znam!
- Ale chcesz zrobić na nim dobre wrażenie...
- Weź się zamknij, albo zaraz cię wyrzucę!
Itachi zachichotał pod nosem, ale umilkł.
W końcu wjechali na ulicę, na której znajdował się komisariat.
- Poczekaj tu, zaraz wrócę... mruknął Uchiha. Mam nadzieję...
Itachi wszedł do szarego pomieszczenia. Westchnął ciężko na widok swojego brata, który siedział na ławce, z rękami zakutymi w kajdanki. Koło niego stał prokurator, komendant i kurator.
- Witamy pana, po raz kolejny... mruknął ironicznie komendant.
- Dzień dobry... szepnął Itachi. Co zrobił tym razem...?
- Cóż, tym razem nie było aż tak źle... Pobił się chłopakiem z gangu Sable... mruknął policjant i kiwnięciem głowy wskazał na rozczochranego blondyna, który stał wraz z swoim ojcem po drugiej stronie holu. Złamał mu rękę... Ale pana brat ma za to złamany nos i pobite oko...
Itachi spojrzał na chłopka, z którym pobił się jego brat. Jeżeli dobrze pamiętał, to nazywał się Naruto i chodził z Sasuke do tej samej klasy, jednak nigdy się nie lubili. Jego ojciec był radnym trzecią kadencję z rzędu... Musiało go naprawdę doprowadzać do szału, to z jakimi ludźmi zadaje się jego syn. Chociaż z dwojga złego lepsi byli ci z Sable, niż Hebi.
- Pana brat będzie miał proces... zaczął prokurator.
A to ci niespodzianka... pomyślał Itachi wzdychając cicho.
- Jednak, jeżeli to możliwe, chcielibyśmy go jak najszybciej zapobiegawczo zamknąć w jakimś ośrodku zamkniętym... Akurat zaczynają się wakacje, więc, jest to idealny moment...
- Co?! wrzasnął Sasuke zrywając się z ławki. Nie zgadzam się!
- Ty akurat nie masz nic do gadania... zauważył cicho komendant i z powrotem pchnął nastolatka na ławkę.
Itachi spojrzał na trzech służbistów, których miał przed sobą. Czuł, że nie ma innego wyjścia.
- Myślą panowie o poprawczaku?
- Nie, raczej o obozie dla trudnej młodzieży. odpowiedział mu wysoki, anorektycznie chudy kurator, którego Itachi mógłby opisać bezbłędnie nawet z zasłoniętymi oczami, tak często go widywał. Zresztą całą trójkę mógłby bez problemu opisać bez patrzenia na nich. Jeżeli się pan zastanowi, proszę do mnie zadzwonić, a ja załatwię co trzeba...
- Dobrze... szepnął Itachi. Już wiedział, że się zgodzi... Miałby dwa miesiące spokoju... Mógłby gdzieś wyjechać.
Komendant rozkuł ręce nastolatkowi, który wstał, a jego twarz była biała jak ściana.
- Idziemy... warknął Uchiha.
Deidara rozsiadł się wygodnie na masce samochodu, czekając aż jego przyjaciel wyjdzie z komisariatu, bez lub z swoim młodszym bratem. Osobiście by wolał, żeby wyszedł bez niego.
Nagle jego oczom ukazał się Naruto, który szedł razem z swoim ojcem w jego stronę. Uśmiechnął się blado. Jeżeli Sasuke się z kimś pobił, to już wiedział z kim.
Chłopak wskazał ręką na Deidarę i powiedział cos do ojca. Ten machnął ręką i ruszył w stronę samochodu.
- Cześć... mruknął Naruto, gdy podszedł do niego.
- Cześć, jak rączka? spytał uśmiechając się ironicznie. Sasuke cię tak urządził, yeah?
Blondyn niechętnie pokiwał głową.
- Czy... Czy mógłbyś nic nie mówić Lukrecji...? spytał Naruto, a jego policzki zrobiły się czerwone jak pomidory.
Deidara uśmiechnął się. No tak, przecież ten gówniarz chodził z jego młodszą siostrzyczką.
- No nie wiem, może powinienem, un? A nóż uznałaby za swoją świętą misję wrócenie cię na dobrą drogę...
Naruto westchnął.
- No nie, un. Nic jej nie powiem... Na razie...
- Dzięki, ten teges....
- Dobra, lepiej leć do starego, bo cię zabije prędzej niż ktoś z Hebi, un!
Naruto uśmiechnął się, pokiwał głową i pobiegł w stronę ojca.
Cholera, przecież to jeszcze dziecko... Nawet zachowuje się jak dziecko... A niszczy sobie życie... pomyślał.
Po chwili zobaczył jak z szarego budynku wychodzi Itachi, a za nim jego młodszy brat.
- Podwieziesz nas do domu? spytał Itachi, gdy tylko podszedł. Muszę go tam zamknąć, bo inaczej dostanę cholery...
- Nie ma sprawy... mruknął Dei.
- Jedziemy TYM...? spytał Sasuke wskazując na małego fiata, w głosie dało się słyszeć nutkę przerażenia.
- A co? Wolisz iść pieszo z centrum Katowic do Chorzowa?
Nastolatek warknął coś, po czym podszedł niepewnie do samochodu.
- No co jest! Z zapałem mały! rzucił wesoło Dei. Przecież cię nie zje, un!
- A nie wybuchnie jak tylko go dotknę...?
- Zamknij się i wsiadaj...
Blondyn wpuścił Sasuke na tylnie siedzenie, po czym rozsiadł się wygodnie.
- Odpali...? spytał bez przekonania Itachi.
- Czemu miałby nie zapalić?! Przecież to moje złotko, un!
- A nie spali nas przy okazji? Bo wiesz, ten samochód nie wygląda najlepiej...
- ZAMKNIJ SIĘ SMARKU, BO OBERWIESZ! wrzasnął Dei. Włożył kluczyk do stacyjni, przekręcił go, a ku zaskoczeniu wszystkich silnik od razu zawarczał. ZŁOTKO MOJE KOCHANE! NA CIEBIE ZAWSZE MOŻNA LICZYĆ!
Sasuke spojrzał przerażony na blondyna. Przez chwilę zastanawiał się jakim cudem, przy takich znajomych, jego brat był jeszcze, dość, normalny... Zwłaszcza, że Deia znał jeszcze z podstawówki.
Blondyn ponownie włączył muzykę, którą wyłączył, gdy Itachi wyszedł z samochodu. Chciał, żeby Itachi poznał wszystkie piosenki po kolei i sam je oceniał. Zaczęła się druga piosenka. Po chwili rozbrzmiały słowa refrenu:
Sucking too hard on your lollipop,
or love's gonna get you down
.
- Co to ma być? Większych perwersji już nie ma?! Może od razu puść pornola, co?! zaczął wrzeszczeć Sasuke, który ogólnie niezbyt lubił pop.
- Itachi, nie mogę go wyrzucić przez okno...? spytał zirytowany blondyn.
- Bardzo mi przykro ale nie... Wystarczy, że zrobisz muzykę głośniej...
Deidara uśmiechnął się złowieszczo, przesunął rękę w stronę regulatora i przekręcił pokrętło jak najdalej tylko mógł. Dźwięk aż trzeszczał, ale miał to gdzieś, nie cierpiał tego dzieciaka z całego serca i chciał go po torturować. Po chwili zaczął śpiewać refren razem z wokalistą, a Sasuke kręcił energicznie głową, zatykając sobie uszy i krzycząc na całe gardło.
Itachi wsłuchiwał się muzykę z niejakim zaciekawieniem. Kilkukrotnie z wyraźnym zainteresowaniem uniósł brwi.
- Co... zaczął powoli Deidara. Chciałbyś, żeby zaśpiewał ci ten refren...? powiedział to jednak na tyle cicho, że nadal krzyczący, Sasuke nie miał szans go usłyszeć.
Policzki Itachiego oblały się szkarłatem. Otworzył szeroko usta, spoglądając na blondyna z zbulwersowaną miną. W końcu zacisnął wargi, skrzyżował ręce na piersi i odwrócił głowę.
- Zamknij się... warknął czarnowłosy.
Deidara tylko wyszczerzył zęby i zachichotał pod nosem.
***
Itachi wysiadł z windy i ruszył w stronę schodów. Żeby dostać się do swojego mieszkania musiał, w sumie, wspiąć się jedno piętro i przejechać czternaście poziomów windą. W duchu dziękował, że na cały ten ogromny, bo mający sto osiemdziesiąt, mieszkań, blok były dwie windy, zawsze była szansa, że działała chociaż jedna... Chyba, że akurat wysiadł prąd.
Lokum, w którym mieszkali składało się tak naprawdę z dwóch osobnych, prawie sześćdziesięciu metrowych, mieszkań. W sumie do dyspozycji mieli sto dwadzieścia metrów kwadratowych. Itachi sam nie rozumiał po co im aż tyle miejsca, ale o nic nie pytał. Kiedyś mieszkali tam rodzice Sira, wraz z nim gdy był młody, ale gdy jego ojciec przeszedł na emeryturę przenieśli się do domu wybudowanego na obrzeżach Katowic.
Czarnowłosy przekręcił kluczyk w drzwiach i pchnął je znudzony. Przeraźliwy, wręcz kiczowaty, luksus uderzył go w twarz od wejścia... Ale to była zasługa Liderowej mamusi... Mieli dwie łazienki, ogromną sypialnię, sporą kuchnię, olbrzymi salon, pokój gościnny. No i pokój Sasuke, w którym chłopak w zasadzie tylko nocował. Sir nazywał to pomieszczenie strefą brudu, oraz zaklinał się, że z własnej woli nigdy tam nie wejdzie.
Itachi wielokrotnie miał ochotę zrobić remont tego mieszkania, jednak Lider zawsze powtarzał, że nie może tego zrobić dopóki jego szanowna mamusia żyła, albo dopóki coś strasznego się z nim nie wydarzy...
Czarnowłosy zamknął na klucz drzwi prowadzące do pokoju brata.
- Porozmawiamy, gdy wrócę... warknął. Doskonale zdawał sobie sprawę, że ktoś może powiedzieć jak okropnym jest opiekunem, ale gdyby ktokolwiek średnio dwa razy w tygodniu wzywany był do szkoły, czy na komisariat zrozumiałby, że ma dość.
Wszedł do kuchni, gdzie przy małym stole siedział Deidara.
- Pozwoliłem sobie zrobić herbaty... powiedział uśmiechając się przepraszająco. Tobie zresztą też! Żeby nie było, ze jestem jakimś egoistą, un! wskazał na kubek stojący na blacie.
- Dzięki... szepnął czarnowłosy. Wziął kubek do ręki, a po chwili opadł na krzesło naprzeciwko blondyna. Mam go serdecznie dość...
- Wierzę... Gdyby Lukrecja była taka, to chyba bym ją zabił, un!
- Tylko, że twoja siostrzyczka nigdy taka nie będzie... Nawet jeżeli jej chłopak, to ten Uzumaki, to nadal jest aniołem! I nadal ma najlepsze wyniki w swojej szkole...
- No, nie najlepsze... Nigdy nie miała najlepszych...
- No dobra, ma prawie najlepsze... Ale i tak ma stypendium... A chodzi do najlepszego liceum w Katowicach...
Deidara wzruszył ramionami.
- A tak swoją drogą, to widziałeś kiedyś tego kuzyna Sira, un? spytał Deidara wpatrując się w herbatę.
- Nie, ale oni nie widują się częściej niż dwa razy w roku...
- Nie ma co, towarzyski gościu, un. mruknął blondyn.
- Wiesz, to raczej kwestia tego, że wcześniej mieszkał nad morzem, a gdy zaczął studiować zwiedził pół kraju...
- Jak to... Gdy zaczął?! To on właśnie nie zaczyna studiów...?
- Zaczyna... Po raz piąty... powiedział spokojnie czarnowłosy.
Deidara parsknął śmiechem, po czym odgarnął włosy z twarzy.
- Niesamowite! Jest ktoś, kto więcej razy ode mnie zaczynał studia, yeah!
- No i to jego piąta uczelnia, a ty wytrwale trzymasz się jednej...
- Piąta? spytał Deidara z zażenowaniem. Co on robił, że jest na piątej uczelni...?
- Jeżeli dobrze pamiętam, to z wszystkich był dyscyplinarnie wyrzucany... Najpierw w Warszawie, później w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu... No a teraz będzie tutaj...
Blondyn otworzył szeroko oczy, a na ustach pojawił się wyraz najszczerszego otępienia. Będzie mieszkał z artystycznym weteranem, który był na wszystkich najbardziej prestiżowych uczelniach w kraju! Do tego, jeżeli dobrze zrozumiał, był gejem! Już zaczynał widzieć go oczami wyobraźni... Musiał być wysoki, najlepiej, żeby był szatynem o brązowych oczach, długich, chudych palcach, wąskie talii... Jego głos miał brzmieć dla niego niczym pomruk silnika samochodu sportowego, dla jakiegoś świra motoryzacyjnego. Basowy! Koniecznie musiał być basowy, przyjemny, niski... Już widział to, jak będą siedzieć godzinami rozmawiając o sztuce, podając swoje własne poglądy, a później uznają, że są one przecież tak podobne!
Blondyn położył łokcie na stole, a głowę oparł o obie dłonie. Westchnął cicho, na jego twarzy pojawił się rumieniec. Chyba, po raz pierwszy od trzech lat, się zakochał...
Itachi spojrzał na przyjaciela, a po chwili ryknął śmiechem, prawie wylewając herbatę, którą trzymał w ręce.
- Żałuj, że nie widzisz swojej miny! Jeszcze go nie widziałeś, a wyglądasz, jakbyś zakochał się bez pamięci! krzyknął rozbawiony Itachi.
- Bo chyba się zakochałem, uuun... jęknął rozmarzony.
- Wiesz co... Naprawdę ci się ktoś przyda... Od ponad dwóch lat jesteś sam! To na ciebie źle wpływa! Zaraz staniesz się sentymentalny jak baba!
Deidara położył głowę na stole, nie odpowiedział. Naprawdę chciał się poczuć kochany i szczęśliwy, mieć przy sobie kogoś wyjątkowego... Miał nadzieję, że kimś takim okaże się właśnie jego nowy współlokator.
***
Gdy Itachi i Deidara wracali do piwnicy na komórki obu mężczyzn przyszedł SMS od Kisame, który prosił o zrobienie zakupów, na imprezę, które organizowali z okazji pomyślnego zdania sesji letniej. Na końcu wiadomości było małe post scriptum Dei może wpaść, żeby popatrzeć na takich zdolnych i inteligentnych studentów jak my! I może się upić na smutno!.
Blondyn przeklął głośno, ale zgodził się na to. Hańbą byłoby ominięcie jakiejkolwiek imprezy organizowanej przez grupę!
- Cześć chłopaki! przywitał ich kobiecy głos, gdy tylko weszli do piwnicy.
- Unnie! krzyknął Deidara. Jak miło cię widzieć!
Niebieskowłosa uśmiechnęła się do nich ciepło.
- Macie te ogórki? spytała podchodząc do nich i ostentacyjnie kładąc rękę na swoim pokaźnym brzuchu. Kobieta była siódmym miesiącu ciąży.
- Tak... Kupowaliśmy to razem z wódą i się na nas głupio gapili, un... mruknął niezadowolony blondyn.
- Oj, nie martw się! Kisame musi mi je dziennie kupować i w okolicznych sklepach myślą, że jest alkoholikiem... Prawda skarbie? spytała uśmiechając się słodko w stronę swojego chłopaka.
- Ta, jeszcze jakbyś kazała mi też piwo kupować, ale nie! Przez ciebie myślą, że pędzę bimber w piwnicy i upijam nim swoją ciężarną dziewczynę!
- A właśnie, bo zawsze zapominam spytać, un. Planujecie wziąć ślub?
- Tak! krzyknął Kisame.
- Nie! wrzasnęła Unnie.
- Co...? Jak to...? spytał przerażony Kisame.
- Tak to! Nie chcę żadnego walonego ślubu!
- A... A co z dzieckiem...?
- Mała będzie mieć rodziców, to chyba najważniejsze!
- Mała?! To będzie syn! krzyknął Kisame.
- Nie! Będziemy mieli córkę! A ja nie potrzebuję na papierku tego, że cię kocham!
- Ale, ja wolałbym wziąć ślub!
- Nie, nie i jeszcze raz NIE! zaczęła krzyczeć Unnie tupiąc nogami niczym małe dziecko. Zawsze się tak zachowywała, gdy zaczynali się kłócić.
- Ale, dlaczego?!
- Bo nie! Miłość zawsze pryska po ślubie!
Deidara przygryzł wargę, pożałował, że w ogóle spytał...
***
Sasuke siedział pod drzwiami i nasłuchiwał aż jego brat wyjdzie. Gdy tylko usłyszał trzask drzwi wstał i ruszył w stronę biurka. Szybkim ruchem otworzył szufladę, z której na wstępie wysypało się mnóstwo papierków. Wsunął rękę głęboko szukając czegoś wśród sterty śmieci. W końcu udało mu się wytargać z środka zapasową komórkę, o której nie wiedział jego brat. I dobrze, bo ta, której używał na co dzień, została mu odebrana. Ponownie opadł na ziemię a jego palce szybko wystukały numer na klawiaturze. Przyłożył komórkę do ucha.
- Cześć chłopaki... Mam szlaban, wiecie co robić... mruknął tylko, gdy usłyszał głośne taaa? po drugiej stronie, po czym szybko się rozłączył.
Wstał powoli, po czym podszedł do zamkniętych drzwi. Miał pecha, bo jego kochany braciszek kilka dni temu wymienił w nich zamki, a on dotychczas nie zdążył dorobić sobie klucza. Westchnął ciężko, będzie więc musiał czekać, w tym cholernym pokoju dopóki po niego nie przyjdą... Dobrze, że dorobił jednemu z członków Hebi klucze do domu...
***
Deidara powoli wspinał się po schodach. Czasami przeklinał to, że mieszkał na poddaszu starej kamiennicy. Zwłaszcza, gdy był po kilku głębszych.
Cała impreza przeciągnęła się trochę, ale na szczęście Unnie miała prawo jazdy i go odwiozła jego maluchem, a później sama udała się z Kisame do ich mieszkania, które znajdowało się jakieś dziesięć minut drogi od kamiennicy, w której mieszkał.
Blondyn zatrzymał się chwiejnie przed jedynymi drzwiami na poddaszu. W głowie mu się trochę zakręciło, ale nie było tak źle, w końcu wypił tylko cztery piwa, a ostatnie wypił dobre trzy godziny temu. Spojrzał na zegarek, dochodziła trzecia nad ranem. Zaczął w duchu błagać, żeby kuzyn Sira przyjechał po południu, albo wieczorem.
Dei wyjął klucze z kieszeni, przez chwilę grzebał wśród nich, aż w końcu wybrał właściwy. Jakimś cudem udało mu się włożyć go do dziurki, przekręcił go i... Nic... Nie obracał się.
Cholera, był pewien, że to ten... Specjalnie na każdym kluczu dodawał jakąś płaskorzeźbę... Tak, to był ten. Więc... Przekręcił klucz w drugą stronę, poszło... Te drzwi były otwarte...
Co jest?! Przecież był pewien, że je zamykał! Zawsze to robił, nigdy o tym nie zapominał!
Ponownie przekręcił klucz i cicho pchnął drzwi. Jego oczom ukazał się krajobraz jak po włamaniu... Na podłodze leżały jego ubrania, na ziemi leżały nieznane mu buty, przynajmniej cztery pary, jakaś kurtka... Pośrodku korytarza leżały opakowania po zupce instant. Blondyn poczuł, że robi mu się niedobrze. Nienawidził tego świństwa.
Ktoś się włamał...? pomyślał przerażony. Wszedł na palcach do środka. Nikt nie ruszył jego kija baseballowego, który stał przy drzwiach. Chwycił go w obie ręce i na palcach ruszył w stronę sypialni, w której świeciło się światło.
Szybko otworzył drzwi i skoczył do środka. Jednak po chwili jego ręce opadły bezwładnie wzdłuż boków. To pomieszczenie wyglądało jeszcze gorzej... Na podłodze leżało mnóstwo ubrań, w większości jego własnych, książek, komiksów, kolejne opakowanie po chininie, jego ukochane pudełko na spinki do włosów, pojemniki na glinę, w której rzeźbił, oraz wiele przedmiotów, których pochodzenia nie znał.
Pokój wyglądał jakby przeszedł przez niego huragan... Wzrok Deia przesunął się na jedno z łóżek, które stało po jego prawicy. Mały, czerwony huragan...
- O cześć... rzucił obojętnie rudowłosy mężczyzna, który siedział w nogach łoża.
- Ki... Kim ty jesteś...? warknął Deidara chwytając z całej siły kij.
- Jestem Sasori... Mój kuzynek prosił cię, żebym z tobą zamieszkał... Podobno się zgodziłeś.
Blondyn poczuł się, jakby dostał kijem do golfa po nerkach. Cały jego światopogląd, a raczej wyobrażenie na temat jego współlokatora, upadł jak domek z kart... Szatyn?! Nie! Rudy! Brązowe oczy?! Prawie...Wyglądały jakby były czerwone... Męska twarz?! Nie! Wyglądał jakby miał piętnaście lat! Wysoki?! Też nie! Tylko głos był bliski ideałowi, ale... I tak był taki ciut dziecinny... Oh, za co, za co?!
- Chwila! Przecież miałeś by dopiero jutro!
Rudzielec wskazał machnięciem głowy na zegarek.
- Już jest to jutro... Byłem tu o pierwszej w nocy, ale ciebie nie było... Więc otwarłem sobie drzwi...
Deidara zacisnął mocno usta. Miał ochotę rzucić mu się do gardła!
- Cze... Czemu tu tak wygląda, spytał blondyn rozglądając się z przerażeniem po pokoju. Gdy wychodziłem tu było CZYSTO... I czemu moje pudełko na spinki leży na ziemi?!
- Och, leżało na mojej drodze życia... mruknął rudzielec.
- Co?! Przecież leżało na półce, yeah!
- No tak, a ja jej potrzebowałem...
Deidara poczuł, że krew się w nim gotuje. Jeszcze mocniej zacisnął palce na kiju.
- A ty jak się nazywasz? spytał po chwili rudzielec.
- Co...?
- No... Ja się przedstawiłem, ale ty nie...
- Jestem Deidara.. mruknął cicho.
Rudzielec parsknął śmiechem.
- Masz na imię Deidara?!
- Tak, a co...?
- Męskich nie było?! spytał śmiejąc się głośno.
- C... Co?!
- No, twoje imię brzmi jak kobiece... Zresztą wyglądasz jak kobieta... Tylko głos masz męski... Jesteś pewien, że jesteś facetem?
Blondyn zacisnął mocno usta, sięgnął po trampka, który leżał na podłodze i cisnął nim Sasoriego.
- JA PRZYNAJMNIEJ NIE WYGLĄDAM JAK JAKIŚ WALONY NASTOLATEK! wrzasnął na całe gardło.
Rudzielec roztarł swoją głowę w miejscu, w które uderzył go but.
- Odwal się... warknął Sasori.
Deidara wziął głęboki oddech. Już miał dość swojego nowego współlokatora. Czuł, że mieszkanie z nim będzie istnym piekłem...
- Wiesz co... Porozmawiamy rano, un? Bo nie mam na to siły teraz...
Rudzielec wzruszył jedynie ramionami.
- Jak chcesz, panienko...
- CO?!
- No wiesz, nie dość, że jesteś kobiecy, to jeszcze używasz kobiecych akcesoriów... Te spinki, lakier do paznokci...
- Odwal się, jestem gejem...
Sasori otworzył szerzej oczy. Uśmiechnął się dziwnie.
- Robisz za uke, co...?
- Powiedziałem, że chcę spać! wrzasnął Dei.
Mężczyzna ponownie jedynie wzruszył ramionami. Blondyn zaczął się zastanawiać, czy to jedyny gest, jaki potrafił wykonać.
Dei szybko ruszył przed siebie i wyjął spod poduszki czarną koszulkę i getry, w których zawsze spał. Po czym szybko poszedł do łazienki, gdzie przebrał się pośpiesznie i umył zęby. Gdy tylko wrócił do pokoju zgasił górne światło, przemknął szybko pomiędzy stertami rzeczy i padł na łóżko.
- Dobranoc... warknął.
- Nocka, blondie... szepnął rudzielec, który leżał do niego plecami, na drugim łóżku.
Deidara przytulił mocno do siebie kołdrę. Miał dość... Jak mógł w ogóle myśleć, że może być zakochany w kimś takim?! Przecież on był okropny! Najchętniej wyrzuciłby go z mieszkania, ale nie mógł tego zrobić...
Blondyn zasnął, wciąż myśląc o tym jaki rudzielec był okropny.















Devious Comments
Comments
*oklaski i aplauz kompletny* MY-CHCEMY-WIĘCEJ!
I czekamy z niecierpliwością.....
--
Here's a lullaby to close your eyes goodbye
It was always you that I despised
I don't feel enough for you to cry, oh well
Here's a lullaby to close your eyes goodbye
Goodbye...
Jak wena da, to będzie drugi rozdział jeszcze w lipcu!
--
[link] Luna na LJ.
BalCon2009. Chorzów. Będę tam. Przez Gimladen i KateSpike. Wińcie je.
--
Here's a lullaby to close your eyes goodbye
It was always you that I despised
I don't feel enough for you to cry, oh well
Here's a lullaby to close your eyes goodbye
Goodbye...
--
[link] Luna na LJ.
BalCon2009. Chorzów. Będę tam. Przez Gimladen i KateSpike. Wińcie je.
Generalnie ubolewam nad brakiem SasuNaru xD
Btw. to, że ktoś jest gejem nie oznacza, że maluje paznokcie xD
--
SHENANIGANS!
... Ale Dei wszystkie swoje dziwne zachowania tak tłumaczy ...
--
[link] Luna na LJ.
BalCon2009. Chorzów. Będę tam. Przez Gimladen i KateSpike. Wińcie je.
--
[link] Luna na LJ.
BalCon2009. Chorzów. Będę tam. Przez Gimladen i KateSpike. Wińcie je.
--
SHENANIGANS!
A, jeżeli można spytać, jakie czynniki wpłynęły na brak fava?
--
[link] Luna na LJ.
BalCon2009. Chorzów. Będę tam. Przez Gimladen i KateSpike. Wińcie je.
Previous Page12345...Next Page